Wstęp do „Wstępu do Gawendy o okręcie” jak i do samej „Gawędy o okręcie”
Autorem jest Ś.P. hm Antoni Berowski HR. Napisał wstęp jak i sam utwór prawie osiem lat przed swoją śmiercią, jednak moim zdaniem, nie wiele się zmieniło od 1991 roku i ta publikacja jest nadal aktualna.
Jako jedyny spadkobierca dh. hm. Antoniego Berowskiego HR wyrażam zgodę na przedruk jedynie w całości „Gawędy o okręcie” wraz z „Wstępem do Gawędy o okręcie”. Całkowicie zakazuję wyrywania z kontekstu jakiejkolwiek części, nawet w celu cytatu, lub analizy, chyba, że wcześniej lub później w tym samym opracowaniu znajdzie się całość utworu wraz z wstępem. Tym samym, przy spełnieniu powyższego warunku wyrażam zgodę na publikację w dowolny sposób, bez pobierania honorarium za nią. Oczywiście wraz z moimi warunkami. Pozostałe prawa zastrzeżone.
hm. Leszek Ignasik HR
Wstęp do Gawędy o okręcie
Treścią tej metaforycznej gawędy lub jej fragmentami posługiwałem się często podczas moich prywatnych rozmów z przedstawicielami harcerskich ugrupowań alternatywnych. Przedstawiałem im w ten obrazowy sposób historię; harcerstwa w kraju w łach 1945 -1949- sięgając do źródeł i przyczyn obecnego rozłamu. Próbowałem im naświetlić mój osobisty pogląd na tę bolesną sprawę. Jestem bowiem i pozostanę na zawsze zwolennikiem ideowej organizacyjnej jedności harcerstwa. Ponieważ moi rozmówcy słuchali mojej gawędy z zainteresowaniem, postanowiłem ją zapisać, co uczyniłem w pierwszych dniach miesiąca sierpnia 1991 roku. Publikuję ją obecnie w przeświadczeniu, że posłuży ona również szerokiemu gronu czytelnik6w, którzy są zainteresowani losami harcerstwa polskiego i że wyjaśni im szereg zjawisk dla nich dotychczas niezrozumiałych.
Związek Harcerstwa Polskiego w latach 1945 – 1949 był kontynuatorem dawnych tradycji harcerskich i dobrze realizował harcerskie wychowanie młodzieży. Rządząca wówczas w kraju partia komunistyczna P.P.R. nie miała na wychowanic harcerskie żadnego wpływu. Sprzyjała temu wychowaniu opinia publiczna urzeczona świeżą wówczas legendą bohaterskiej walki harcerskich „Szarych Szeregów”, widząc w harcerzach godnych następców ich bohaterskiej przeszłości. Pracą harcerską kierowali wówczas dawni instruktorzy, najczęściej kombatanci z szeregów Armii Krajowej, trudni do zastąpienia, bo nieliczni. Towarzysze partyjni z P.P.R. nie mogli się z nimi równać ani inteligencją, ani poziomem intelektualnym i moralnym, ani też zdolnościami organizacyjnymi.
Sytuacja zmieniła się radykalnie na niekorzyść harcerstwa, kiedy to w roku 1948 doszło do połączenia obu rządzących wówczas partii P.P.R. i P.P.S., a później również do scalenia organizacji młodzieżowych: Związku Walki Młodych, P.P.S. – O.M,T;U.R raz Związku Młodzieży Wiejskiej „Wici” w jeden Związek Młodzieży Polskiej o ideologii komunistycznej. Związek Harcerstwa Polskiego nie uległ scaleniu, bo jego ówczesna ideologia nie dała się pogodzić z marksizmem i leninizmem.
Nowo utworzona partia za jedno z pierwszych swoich zadań uznała wówczas likwidację Związku Harcerstwa Polskiego. Na jej zlecenie do władz Z.H.P. wtargnęli z naruszeniem wszelkich obowiązujących przepisów, nawet ustawowych, Wytypowani członkowie Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej. Dokonali oni likwidacji całej struktury organizacyjnej Z.H.P, a zrzeszoną w nim młodzież do lat piętnastu siłą włączyli do swej organizacji, tworząc niej dziecinną jej przybudówkę pod nazwą Organizacji Harcerskiej. instruktorów harcerskich silą usunięto z organizacji, niektórych z nich zaaresztowano, a nawet poddano ich represjom sądowym. Nowo tworzona organizacja przestała być atrakcyjną dla młodzieży, a przynależność do niej władze szkolne wymuszały.
„Harcerski okręt” osiadł na mieliźnie i zszedł z niej dopiero w roku 1956, kiedy to władze komunistyczne widząc fiasko swych reformatorskich poczynań, ponownie zwróciły się do byłych instruktorów harcerskich z propozycją wsp6łpracy.
Po odbytych naradach instruktorzy dawnego Z.H.P postanowili pracę nad odnową harcerstwa podjąć, stawiając wówczas jako warunki, nie podlegające dyskusji, przywrócenie tradycyjnej nazwy związku oraz redakcji prawa i przyrzeczenia harcerskiego z roku 1947 bardzo podobnej do przedwojennej. Władze komunistyczne zgodziły się na nie, lecz dopełniły tylko pierwsze z nich.
Przywrócono więc tylko tradycyjną nazwę Z.H.P., tradycyjne mundury i odznaki, nie przywrócono natomiast redakcji prawa i przyrzeczenia harcerskiego z roku 1947 zastępując je nowo uchwalonym na Zjeździe Z.H.P. z tekstem daleko odbiegającym od wymaganego przez powracających do pracy instruktorów Z.H.P. Nie pozwolono im również usunąć dawnych przywódców zetempowskich Organizacji Harcerskiej Polski Ludowej, którym poprzyznawano stopnie instruktorskie przemieszano ich z instruktorami dawnego Z.H.P. Wielu z tych zetempowców weszło w skład władz naczelnych Z.H.P. Dzięki ich późniejszej działalności Związek nabrał wkrótce charakteru parodii, a nie prawdziwego harcerstwa
Rozpoczął się okres niepewnego i zmiennego kursu „okrętu”. Instruktorzy Z.H.P. ciągnęli jego ster w prawo, a dawni zetempowcy w lewo. Od roku 1964 przewagę w sterowaniu· okrętem uzyskali aktywni zetempowcy. Zaczęły się ponowne rugi z korpusu instruktorskiego, tradycyjnych instruktorów harcerskich. Na kolejnych jazdach Z.H.P., odbywających się co cztery lata, Zmieniano wielokrotnie redakcję prawa przyrzeczenia harcerskiego, .tak, że w przyrzeczeniu harcerskim znalazła się wkrótce deklaracja wierności w prawie socjalizmu, a w statucie zapis o inspiracji ideowej partii P.Z.P.R. oraz o świeckości organizacji, CO pozwoliło na rychłą jej ateizację Ideologia harcerska uległa wkrótce zupełnemu zniekształceniu, harcerstwo zamiast wychowywać zaczęło niekiedy demoralizować młodzież.
Z chwilą powstania Solidarności w roku 1980 w Z.H.P. powstał ferment, zorganizowały się Kręgi Instruktorów Harcerskich m. Andrzeja Małkowskiego K.I.H.A.M. Kręgi te, organizowane poza strukturą organizacyjną, przez instruktorów usuniętych z organizacji z powodów ideowych, miały za zadanie wpłynąć z zewnątrz na korpus instruktorski .Z.H.P. w kierunku przywrócenia harcerstwu jego tożsamości. Wywarły one ogromny wpływ na ewolucję ideową harcerstwa w kierunku jego powrotu do swych ideowych korzeni. Pod wpływem ideowym K.I.H.A.M. powstała W Lublinie pierwsza niezależna od wpływów ideowych P.Z.P;R. organizacja harcerska – Związek. Harcerstwa . Rzeczypospolitej. Instruktorzy harcerscy zorganizowani w K.I.H.A.M. zorganizowali we wrześniu 1981 roku z udziałem władz Z.H.P. w Krakowie na Błoniach Jubileuszowy Zlot harcerstwa w 70 Rocznicę jego założenia. W złocie wzięło udział 6 tysięcy harcerzy i harcerek z całej Polski. Władze komunistyczne przerażone dynamiką tego ruchu ponownie otworzyły drzwi do Z.H.P. dla tradycyjnych instruktorów seniorów. Tym razem byli oni zbyt starzy, aby zacząć ponownie wodzować drużynom harcerskim, ale mimo to, zorganizowani w kręgi seniorów, położyli ni podwaliny przyszłego ruchu reformatorskiego przez wyszkolenie sporej liczby młodych instruktorów harcerskich oraz ożywienie i rozwój piśmiennictwa harcerskiego. W władzach harcerskich dominowała nadal kadra wywodząca się z nomenklatury P.Z.P:R., która jednak zaczęła tracić wpływ na młodzież harcerską.
Po zwycięstwie „Solidarności” odbyty w marcu 1989 r. XXVI Zazd Z.H.P. przyniósł reformy połowiczne. Trzymająca się mocno przy władzy nomenklatura partyjna /„piraci” i ich wychowankowie/ nie pozwoliła na przywrócenie tradycyjnej treści prawa i przyrzeczenia harcerskiego wg. redakcji z 1918 roku. Po Zjeździe rozpoczął się rozpad Z.H.P. na szereg niezależnych harcerskich organizacji alternatywnych. /Na powierzchnię morza spuszczono lodzie ratunkowe./ Dopiero odbyty we wrześniu 1990 r. w Katowicach Nadzwyczajny Zjazd Z.H.P. przyniósł oczekiwane reformy. Nie mógł on jednak już zapobiec rozpadowi i przywrócić jedności harcerstwa.
Autor „Gawędy o okręcie”
hm. Antoni Berowski HR
Tarnów w sierpniu 1991r.
GAWĘDA O OKRĘCIE
W roku. 1945 po wzburzonym morzu żeglował pewien okręt, który co dopiero wyszedł ze straszliwego huraganu. Okręt ten nazywał się Z.H.P. i chociaż miał uszkodzone maszty i. zdekompletowaną przez huragan załogę, to przecież nieźle sobie radził i śmiało żeglował do upragnionego portu.
W roku 1949 na pokład okrętu wtargnęli piraci, zniewolili oni załogę i pasażerów, a niektórych oficerów zamordowali i wyrzucili za burtę, pozostałych zaś uwięzili na dnie okrętu. Nie umieli jednak sterować okrętem, wkrótce osadzili go na mieliznę. Próbowali go z niej· zepchnąć. Zmieniali załogę, zmieniali nawet nazwę okrętu na O.H., a później na O.H.P.L. Próbowali rożnych sposobów, lecz nic się im nie udawało, aż w końcu doszli do wniosku, te sami nie dadzą sobie rady i muszą poprosić uwięzionych na dnie okrętu oficerów o pomoc. Uwolnili więc wielu ich i zaproponowali im współpracę przy spychaniu okrętu z mielizny.
Uwolnieni oficerowie postawili piratom tylko dwa warunki. Pierwszy, że okręt otrzyma poprzednią nazwę.. a drugi, że po zepchnięciu z mielizny wróci na poprzedni kurs. Piraci zgodzili się na nie, lecz wypełnili tylko pierwszy, drugiego warunku za nic nie chcieli wykonać.
W roku 1956 okręt zszedł z mielizny i pod mieszanym kierownictwem złożonym w części z uwolnieniem oficerów, a w części przywódców piratów, popłynął po zmienionym kursie. Oficerowie łudzili się, że w odpowiedniej chwili, kiedy morze się uspokoi, a spoza chmur wyjrzy słońce, sprowadzą okręt na właściwy kurs, a piraci uważali, że kiedy opanują dostatecznie sztukę kierowania okrętem. to zrezygnują z usług oficerów okręt wiodąc ku pirackim wyspom.
Przez lata cale trwał niepewny kurs okrętu, aż nagle z końcem lat osiemdziesiątych spoza chmur wyjrzało słońce, a powierzchnia morza się uspokoiła. Piraci, którzy z natury rzeczy nie lubą słońca i pogody, w której z daleka Sil widoczni, próbowali skierować okręt tu swoim pirackim wyspom na siłę, teraz natrafili teraz na zdecydowany op6r ze strony ·oficerów i części załogi oraz ze strony pasażerów. Zaczęła się walka, w której żadna ze stron nie mogła uzyskać przewagi. W śród uwolnionych oficer6w, członków załogi i pasażerów okrętu powstawały rożne koncepcje jego ratowania. Wreszcie zdecydowano, że przy spokojnym morzu będzie można osiągnąć upragniony port w łodziach ratunkowych. Spuszczono więc na morze cztery łodzie, które nazwano kolejno: Z.H.R., Z.H.P.-1918, P.O.H. i Z.K.H. „Zawisza”. W łodziach tych zajęli miejsce zwolennicy różnych koncepcji ratowania okrętu. Wybrali oni dla każdej lodzi kapitana i popłynęli różnymi trasami do. upragnionego wspólnego portu.
Na okręcie pozostali piraci, część dawnej załogi okrętu i oficerów, ta, która nie chciała go. opuścić, uważając że nie można pozostawić samych licznych młodocianych pasażerów w rękach piratów. Ponadto uważała ona okręt za swoją własność i nie zamierzała się go pozbyć. Opuszczający okręt w łodziach ratunkowych myśleli, że po ich odpłynięciu okręt po prostu zatonie. Nic podobnego się jednak nie stało. Okręt wprawdzie przez jakiś czas dryfował ku ogromnym dla niego skałom, ale w końcu stanął na kotwicy. Najmniej w całej sytuacji zorientowani byli młodociani pasażerowie, którzy niemal zupełnie nie wiedzieli, po co ta cała awantura i o co właściwie toczy się walka. Nie ustała ona zresztą i obecnie, ale piraci zrozumieli, że okrętu, przynajmniej na razie, nie posiedli, a bojąc się ostatecznej jego katastrofy, oddali mostek kapitański i ster okrętu w ręce członk6w dawnej załogi.
Obecnie okręt stoi na kotwicy z dziobem skierowanym na właściwy kurs, ale ciągle do przodu ruszyć nic może, bo brak mu odpowiednich oficerów pokładowych Q raz odpowiedniej liczby przeszkolonej i odpowiednio doświadczonej załogi; Na domiar złego pod jego pokładem przyczaili się piraci, którzy ciągle się jeszcze łudzą, że w sprzyjających im okolicznościach . opanują, okręt. Tymczasem ci, którzy odpłynęli w ratunkowych łodziach wciąż jeszcze nie osiągnęli upragnionego portu i ze zmiennym szczęściem błąkają się po spokojnym, a i chwilami wzburzonym morzu. Jak bardzo teraz przydaliby obecność na okręcie. Szkoda tylko, że w chwili opuszczanie okrętu zabrakło· im na tyle wyobraźni, aby obecną sytuację przewidzieć. Tymczasem dookoła okrętu panuje spokój, na niebie świeci jasne słońce .wolności nieco jednak zasnute mgłami. Czy te mgły ·wróżą dobrą pogodę, czy też okres burz i huraganów? – Tego naprawdę nie wiem.
Z prawdziwym niepokojem myś1ę, o jakże drogim dla mnie okręcie, który z obecnym stanem rzeczy na pokładzie, może wejść jeszcze w strefę burzy lub nawet huraganu, co wówczas się z nim stanie? Co stanie się wówczas z tymi, którzy pod wpływem emocji w łodziach ratunkowych opuścili nasz okręt? – Może jednak chociaż niektórzy z nich pomyślą, o naszej sytuacji i na jego pokład powrócą. Wówczas łatwiej nam będzie rozwinąć wszystkie żagle aby – jak najprędzej – wejść na właściwy kurs, a piratom dać odpowiednią odprawę
hm. Antoni Berowski HR